Nie wiem co mam zrobić, by moje błagania zostały wysłuchane. Nic nie jest dla mnie jasne, nawet pogoda. A wreszcie spadł śnieg.
Piątek 13-tego. Idealny dzień by po raz kolejny najeść się żalu, po czym znowu wsypać do siebie rozczarowanie. Wszystko co mnie otacza dawało mi tą radość, która kiedyś była dla mnie wszystkim. Kiedy byłam dzieckiem moimi zmartwieniami było czy kupić Kena do kompletu dla Barcie. Kiedy podrosłam głównie myślałam o nauce, zaczęła się szkoła-teraźniejszy wróg. Kiedy byłam starsza i stałam na granicy gimnazjum na każdej wystawie sklepowej widziałam buty, które krzyczały do mnie "mamo". Teraz mi tego brakuję. Tego, że kiedyś moje serce, było wolne. Miałam tam wszystko, nawet przelatującą pszczołę. A teraz? Wszystko odeszło, a przyszedłeś ty. Tak, ty. Nie mam spokoju od miesiąca, nerwy pożerają mnie od środa, a od zewnątrz wszystko łamie mi się na pół. Brak sił=zniszczona ja. Nieodwołalnie, bezpowrotnie.
Nie szukałam Ciebie wcale. Po prostu pewnego dnia gdy Cię zobaczyłam wpieprzyłeś mi się do głowy, tyle. </3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz